Zimową porą roku pańskiego 2024 zawiesiłam ci ja nową firankę w salonie. Bieluśką jak śnieżek. Do której oczywiście należało dokupić zasłony, jaśki, bieżnik i obrus. Jak zawiesiłam firankę, to zobaczyłam, że ściany już się proszą o odmalowanie. Jak odmalowałam ściany, to drzwi się strasznie szare zrobiły i podłoga okropna rzucała się w oczy jeszcze bardziej. Cóż było robić, zamówiliśmy wykładzinę i przystąpiliśmy do rozwijania. Szło całkiem sprawnie dopóki na naszej drodze nie pojawiło się pianinko. Takie niepozorne, a diabeł chyba betonem w środku wylany. Ale żeśmy się z nim naszarpali zanim znalazło się po właściwej stronie wykładziny. Jak już wykładzina szlachetna się pojawiła, to Czcigodny Małżonek oświetlenie wymienić musiał, a ja drzwi pomalowałam. I można by powiedzieć, że remont się skończył, gdyby nie listwy i ich montaż, który odwlekł się deczko w czasie. Ale czym są dwa lata wobec wieczności?
![]() |
Jeleń Dziadka- Pradziadka Henryka. |
![]() |
Średnio mi to cięcie na 45stopni wychodzi, ale powinno się spasować. |
![]() |
Znikopółki |





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania i zadawania pytań