Zachciało się starej babie... Po co to komu było? Można było asfaltem wylać. Kamieniem wysypać. Polbruk położyć. To nie. 15 przęseł i 15 rabatek. Mlecze wszędzie, liście się sypią, podagrycznik zakichany rozpełza. Gałęzie na łeb lecą. Suche te groszki ozdobne z zeszłego roku, a mocne jak powrozy, siatki się czepiają. I ten kret przeklęty tam ryje i nornica zachłanna cebulki zjada i jaszczurki mnie straszą. Ale jaszczurki to by mogły zostać, bo one pierwsze tam były niż ja. I to co ma rosnąć, to nie rośnie, a trawa ozdobna jak nienormalna, rozpycha się, jakby sama na rabacie była - nawet mlecze diablica dusi. I ta juka co już ją wyrąbałam, znowu odbija. I wszystko tonie w liściach, bo przecież buk nie może ich zrzucić jesienią jak każde normalne drzewo tylko trzyma je i trzyma, aż ja już zimową porą przed kominkiem giry grzeje i w poważaniu mam bliskie kontakty z grabkami, to wtedy zrzuca. I te kamyczki z drogi do rabaty muszą wpadać, żebym ja je musiała wyciągać. A te białe kamienie co miały być takie piękne, to żółkną przez zimę i co ja mam, co roku jak jakiś mało zdolny Picasso po ogrodzie z pędzlem latać i podmalowywać? Rabatki, kwiatki, sratki. Krwawica moja, plecy bolące, kolce w rękach. Maliny przełażą. Puste muszle ślimaków. Kto to zjada? Bolączka i udręka i tyle pracy przy tym. I bąble od grabi zaraz będą. Straszliwa katorga, ciemno przed oczami, Roland czuje, że śmierć jest blisko...
Raju mój najpiękniejszy, osłodo świata goryczy. Cudzie mój najmilejszy. Oka oderwać nie mogę. Ja jak młody bóg. 15 przęsęł. 15 rabat. Mało. Można było więcej zrobić, o rów melioracyjny zahaczyć. Stokrotki, funkie, hiacynty. I groszki ozdobne przeurocze już z ziemi wychodzą, lada moment delikatnymi wąsami za przęsło chwycą, by piąć się i piąć w górę, aż w końcu feerią barw rozkwitnąć. I krecik ten słodziutki znowu kopczyk zrobił, ależ to pracowite stworzenie. Nornica zaraz małe będzie miała- muszę jej cebul liliowych dokupić. Jaszczurki przekochane lada moment na słońce ogonki wystawią. I trawy ozdobne pięknie odbiły młodymi sadzonkami- znak, że im u mnie dobrze. A kamienie białe jak się pięknie w tej zieleni odcinają. Szafirki przebłękitne, żonkile przeżółte. Rozkosz i radość. Małe, zielone cuda. Ja uziemiona. A jakbym w niebie była.
![]() |
I Buczek mój malutki już się nieświało zaczerwienił, żebym przypadkiem się w przyszłym roku nie nudziła. |

































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania i zadawania pytań