sobota, 23 maja 2026

Porządki wiosenne i madka patolka

Dlaczego od razu po lutym następuje maj? Przymrozek, kozaki, płaszcze, ciemno, deszcz, suche liście i nagle ukrop leje się z nieba, a ty skaczesz z rabaty na rabatę w kusych gaciach, nie wiesz w co ręce włożyć i latasz jak kot z pęcherzem trochę tu, trochę tam, a mlecze rosną przez noc i sięgają do kolana.


W końcu łapię za sekator i biorę się za juki ogrodowe, które przetrwałyby na Syberii, ale ta zima prawie je wykończyła. I ciacham, ciacham w zapale, odrzucam na bok te suchary, formuję ananasy, obserwuję życie, który toczy się w środku krzaka i myślę ile tu stworzenia Bożego ma dom, przez myśl mi nawet przechodzi, że jeszcze tylko węża tu brakuje... 


Gdy mam już porządną ćwiartkę wykarczowaną, dostrzegam coś, czego tu absolutnie nie powinno być. Jakaś kulka sianowata. A w kulce małe białe jajeczka. Próbuję przetworzyć dane, dodać dwa do dwóch, ale ja już w tym tygodniu tyle zadań przeliczyłam, że nijak nie mogę tego złożyć w całość. I wtedy słyszę ją. Drze na mnie japę z daleka: " Zostaw moje dzieci, gnojówo!" Jakie dzieci? Leci do mnie z łapami, jakby natrzaskać mi chciała. Matka patolka normalnie. Podnoszę się z kolan,  z desperatkami lepiej nie dyskutować. Odsuwam się na bezpieczną odległość. Madka jeszcze coś tam pod nosem plumka. Dobra, dobra, nakrywam wyciachaną jukę starymi liśćmi. Prawie nie widać różnicy. Kluj te maluchy i wypad na drzewo. 



Kiedy ta rabata powstała wyglądała niewinnie...



Ale w Bogaczówce nie ma półśrodķów i  zasady "rośnij trochę". Rośliny albo giną marnie albo mutują w jakieś dzikie plącza, więc po zimie nie ma porządków wiosennych- jest karczowanie dżungli amazońskiej.




Łyso, ale latem będzie obłędnie. Biało- różowo i pachnąco, bo ta róża na lewo od Babci Loli- zapachowa. 


Rabata różana z bukszpanem onegdaj, lat temu ładnych parę, gdy Bogaczówka jeszcze mejkapu nie miała.



Po zimie.






Po karczowaniu. A latem biel, czerwień i róż róż. I żółć mleczy.





Przed





I po, czyli z końskim obornikiem. Ależ róże na tym rosną!



Gniazdko Madki Patolki- Panny Strzyżykowej.




Rodzina wielodzietna




Przykryłam, co by kot nie wlazł.




A z reszty musiałam zrobić ananasy.


Mandżurska chata zostanie z nami na jakiś czas, aż się wyklują małe Strzyżykówny.




Oto i ona- rozdarta japa niepłacąca czynszu, ale z pretensjami.


Działamy z bukszpanem Dziadka Pradziadka Henryka- podgalanie, wydrapywanie, czochranie, mizianie i oprysk na ćmę kochaną bukszpanową najmilejszą. Jej na lokatorne na pewno nie przyjmę.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i zadawania pytań