poniedziałek, 10 listopada 2025

Biurko retro

Mój pierwszy Pańcio wykonał mnie na zamówienie jako replikę biurka antycznego.

I taką szacowną rolę przyjąłem, że dwie osoby przy mnie dzielnie pracowały, a ja z mozołem, ale i zapałem podpierałem ich łokcie, miziałem kolana i robiłem wszystko by w pracy ich odciążyć. Gdy raz bardzo ważny dokument zapodział się gdzieś w czeluściach szuflad, użyłem całej mej meblowej siły woli by papier ów nosem z szuflady wydmuchać i podać. Wielki niepokój spadł zatem na moje serce, gdy biuro opustoszało, a ja zostałem naguśki bez jednego nawet karteluszka na blacie, który by wstydliwość mą zakrywał. Potem to już tylko gorzej było, gdy jednym okiem podejrzałem, że Pańcio się z jakąś Francą na olx targuje. On twardy zawodnik, ale i ona  nie w ciemię bita, wiedziała w jakie nuty uderzyć, że dom godziwy zapewni, że warunki znośne, że inne podobne meble w bliskim sąsiedztwie... A mój Pańcio jak zaczarowany te wszystkie brednie łyknął i jeszcze 50 złotych polskich na paliwo opuścił. Zdradziecka morda. Gdy po mnie przyjechała, nawet na nią nie spojrzałem, szuflady zacisnąłem, szafką trzasnąłem i liczyłem złośliwie, że przy załadunku na stopę jej boleśnie nadepnę. Nie udało się niestety. I zabrała mnie do tej całej Bogaczówki. Nie powiem, wnętrze przestrzenne i stylowe mi udostępniono i już oczyma wyobraźni widziałem na swym blacie elegancką, pachnącą papeterię oraz pióro wieczne, a przy mym boku jakiegoś pisarza, który patrząc w dal w uniesieniu będzie tworzył sztukę wysoką.


Tymczasem zjawiła się Mała Franca, minikopia  Dużej Francy i wyjęła na mój blat drewniany: klej, plastelinę, farby, taśmę klejącą, lakiery do paznokci, modelinę, pastele i brokat. 


Świeć Panie nad mą duszą udręczoną. Umieram!






















No i się zaczęło...




2 komentarze:

Zapraszam do komentowania i zadawania pytań