Tradycyjnie stałam na górce, patrząc w dół, walcząc z lękiem przestrzeni i próbując sobie przypomnieć, jak to się robiło. Zajęło mi to dobre pół godziny. Już myślałam, że nic z tego nie będzie i sturłam się na tyłku, aż przypomniały mi się słowa mojej siostry: "zasuwaj, bo skipassy kosztują!" . Faktycznie "mydło, nie mydło, kupiłeś zjeść trzeba". A tak serio, to przypomniało mi się, że przy poprzedniej blokadzie Siora jechała przede mną i rysowała mi szlaczki na śniegu. Nie patrzyłam w dal, tylko koncentrowałam się na pokonaniu kolejnego zakosu. Zobaczyłam te zawijasy oczami wyobraźni i poszło. I to całkiem ładnie, bo 50km na nartach. |