No i znowu przylazła. Otępia lepiej niż spirytus z Królewca. Przytłacza. Tłamsi. Uwłacza.
I jeszcze nie zdążyłaś wywołać zdjęć z Lata a ona już jest. Siedzi w ogrodzie i na werandzie. Polewa Cię zimną wodą, gdy przemykasz do auta. Rozwiewa Ci włosy i niweczy wilgocią papiloci splot misternie zakręcony na głowie. Podwiewa kieckę i każe szukać szalika. Szalik tak, ale do czapki mnie nie zmusi. O nie! To jeszcze nie Zima. Deprecjonuje wszelkie letnie wspomnienia i depresjuje wszystko co napotka. Tego czasownika zdecydowanie brak w polskim słowniku- depresjować, czyli zasmucać, usypiać, wyciągać energię. Jesień depresjuje. Jak z nią walczyć?
Otóż sposób jest tylko jeden.
Nie walczyć wcale. Jedynym sposobem przetrwania jest poddać się zupełnie i grać według jej reguł. Zalecam spędzanie czasu pod kocem, picie herbaty z wkładką, oglądanie seriali skandynawskich o odcinaniu kończyn i czytanie grubych thrillerów. Dodatkowo można zakupić puszyste bambosze (Gosh, co za słowo... bambosze...) i zapas herbatników w czekoladzie.
Wszelka ospałość, bezczynność, lenistwo i całkowita bierność są usprawiedliwione i nie należy mieć z ich powodu żadnych wyrzutów sumienia. Jesień po to jest. Po to jest ona.
P.S. to Post Scriptum piszę dla siebie, dla pamięci. Jeśli jeszcze kiedyś przyjdzie mi do głowy zamawiać jesienne cebulki kwiatowe przez internet z poziomu kanapy, w ilościach zastraszających, kiedy szpadel jest taki odległy i nierealny, niech mnie ktoś walnie tym szpadlem w łeb. Proszę. Udało się wszystko wsadzić. Dzięki nieocenionej pomocy Najbliższych. Tym ciężej teraz będzie doczekać wiosny, bo już jest we mnie głębokie i bolesne oczekiwanie, aby je wszystkie zobaczyć, gdy zakwitną.
P.S.2 Nie wiem czy w tym wieku to jeszcze wypada. Chyba już raczej imieniny... A w życiu! Do stówy będę obchodzić urodziny. Akurat tak się złożyło, że zawsze wypadają jesienią. Życzenia doszły, na przelewy jeszcze czekam, a limit prezentów to już chyba na 10 lat wyczerpałam. Obchody potrwają dwa tygodnie, bo lubię się delektować gośćmi i mieć pretekst do kompulsywnego objadania się.
Jednak już teraz mogę powiedzieć, że prezenty zwaliły mnie z nóg a najbardziej za serce chwyciły życzenia od Kindziołki (3lata i 8mscy) : Życzę Ci Mamo dużo marzeń.
Zatem dużo marzeń! Dla mnie i dla Was. A ja w zaciszu własnego salonu posłucham sobie, jak co roku, że "dzisiaj moje 18-ste urodziny i że najpiękniejsze kwiaty człowiek dostaje na swoim pogrzebie"...
Kiedy robisz coś, co od początkowych założeń jest projektem 10-letnim... Kiedy każdy grosik i minutkę poświęcasz, aby zbliżyć się do zakończenia... Kiedy towarzyszą Ci krew, pot i łzy, przy czym potu najwięcej, krwi prawie wcale, bo żadnych poważniejszych ran nie odnieśliśmy, a łez też tylko trochę dla smaku...
Wtedy nie patrzysz już na dom jak na zwykłą budowlę. Ja po tych 10 lat latach chciałam spojrzeć na Bogaczówkę innym okiem. Nie przez pryzmat szpachelki i pędzla.
Za obiektywem zaprzyjaźnione Małe Momenty.
Gdyby nie zdjęcia, nie uwierzyłabym...
A nawet jak patrzę na zdjęcia, to do końca wiary nie daję.
Tak było.