środa, 22 kwietnia 2026

Nowa stara Barbara

Stara była super- z figurą idealną, ale spójrzcie tylko na te otłuszczone łokcie. Coś z tym trzeba było zrobić. Musiała powstać nowa Barbara. Zmiany trwały latami, wprowadzane małymi kroczkami z uwzględnieniem obowiazujących odkryć w dziedzinie zdrowego żywienia i aktywności fizycznej. Wszak latami nabierałam mocy i masy i nie można organizmu stresować nagłymi ograniczeniami.


Zapytacie: jak? Bez ozempiku, bo nie lubię strzykawek. Bez zmniejszenia żołądka, bo nie lubię lekarzy. Metod było wiele i zmieniały się z czasem, gdyż moja silna wola jest wyjątkowo słaba. Jednak przez większość czasu wytrwale stosowałam płyn  Ludwik.




Pozostałe czynniki, które pozostały nie bez wpływu na powstanie Nowej Barbary: 

waga łazienkowa i kuchenna, fitatu, bolero- gdy miałam wodowstręt, majonez,  siłownia, spacery, gin z tonikiem, stepper skośny, ciężarki, kettle- oszust, kebab rzadko i z niesmakiem, elektrostymulacja, elektrosauna, owijanie folią, małe ciuciu do kawy, trening wibracyjny, kilka epizodów z pudełkami, wzdychanie do Księżyca, sen w opór do 7:00 i oglądanie filmów o wielorybach.


A zapomniałam o tym zasranym zegarku od Siostry, który pyta z kpiną w głosie: koniec ćwiczeń? Ni chu chu, Zasrańcu. Mierz dalej.









niedziela, 12 kwietnia 2026

Zdrada i Łotwa, Estonia, Finlandia

Jestem zdradziecką mordą. Elbląg od wieków ma kosę z Olsztynem, odgradza nas ogromny mur, elbląskie niemowlęta z mlekiem matki wysysają nienawiść do Olsztyna zwanego Olszczynem, a starsze dzieci są straszone: "Będziesz niegrzeczny, pojedziesz do Olsztyna." 


A ja- zdradziecka morda- wybrałam się na wycieczkę po krajach nadbałtyckich z firmą z Olsztyna. 


Czy żałuję? Nie. W autobusie zbratałyśmy się z towarzystwem z Mrągowa i Dobrego Miasta, gdyż swój swego od razu pozna. 


Czy moja chroma towarzyszka podróży cudownie ozdrowiała i w pewnym momencie odrzuciła kule? Tak, nie mogło być inaczej. Jestem jak Kaszpirowski i wycieczki ze mną nie mogą się równać z rehabilitacją, masażami, zastrzykami i tape'ami. Pewne rzeczy trzeba po prostu rozchodzić  lub rozpływać na promie. 


Czy mieliśmy 3 dni pięknego słońca mimo prognoz? Oczywiście, ale to nie powinno nikogo dziwić, gdyż ja za pogodę zawsze płacę. 


Czy jadłam ekstrawaganckie zupy? Tak, była zupa z renifera i z łosia, a kiedy trzeciego dnia pojawił się pomysł na zupę z kota, to oczywiście na promie pojawił się kot w transporterku.  Na szczęście nie ucierpiał.


Czy w 80 godzin zwiedziłam porządnie 3 stolice nadbałtyckie? Tak, a na starcie naszej podróży nawet zjadłam słynną olsztyńską zapiekankę. Jak za lat dziecięcych, gdym do kardiologa do Olsztyna jeździła. Ten smak się nie zmienił i jest to jedyna rzecz za jaką cenię to miasto. 












Wodospad Jagala- Estonia







































Tallińskie Pola Fesiwalu Piosenki




Gustav Ernesaks- estoński dyrygent i kompozytor






Tallin, Estonia


Tallin- magiczne miasto ulepione z dorobku różnych epok











































Kościół Świętego Olafa


Tutaj można kupić zupę z łosia z pasztecikiem mięsnym, marchewkowym albo jabłkowym.


Ale je się bez użycia łyżek.


Do dziś trwają dyskusje, co to za zwierz.















Na promie do Helsinek









































Helsinki - Kościół w Skale





Stadion olimpijski



































Hala restauracyjna w porcie










Zupa z renifera, również wyborna.


Ciekawe technologie






















W tej kawiarni nastąpiło cudowne ozdrowienie mojej towarzyszki podróży. Może to freski...




Może cudowna kawa? A może po prostu wędrówki ze mną tak działają? 


Plac zabaw dla psów ze żwirkiem i szuflą.












Powrót do Tallina. Estończycy mówią o Finach - "nasi przyjaciele na czterech nogach"  z powodu promowych wycieczek alkoholowych.



















Żegnamy Tallin





Ryga- hale targowe 














Zabytkowe drewniane domy wkomponowane w szklane wieżowce.


Ryga





Najstarsze kamienice














Koty na dachu 



























Czterech muzykantów z Bremy. Im wyżej skoczysz, tym więcej podróży w Twoim życiu.

















Pierwsza publiczna choinka została udekorowana w Rydze w 1510 roku, dając początek pięknej tradycji.





Kurczaczki w restauracji Lido. Polecam.




Fińskie ciasteczka Fazer- obłęd. Estońskie słodycze  Kalev, migdałowe "pazurki" i "mydełko" krówkowe petarda. Likier dla Czcigodnego, ale jeszcze nie poczęstował, więc się nie wypowiem. A czarnego chlebka i serów twardych z Łotwy żadne słowa nie opiszą...